|
piątek, 27 stycznia 2012
Sasiedzi
Od kilku dni powoli przenosimy nasze rzeczy ze starego do nowego mieszkania. Przyznam, ze za kazdym razem gdy jestem w naszych przyszlych czterech katach, coraz bardziej podoba mi sie to co widze. No, moze tylko kwestia stosunkow miedzyludzkich wywoluje u mnie lekki niepokoj. Ale moze nie bedzie tak zle? Wszystko przez to, ze do tej pory zawsze mieszkalismy daleko od wlascicieli mieszkania i wlasciwie kontakt z nimi byl zerowy. Teraz bedzie zupelnie inaczej bo gospodarze mieszkaja w tym samym budynku. Malo tego, caly blok (chyba z 6 mieszkan) to ich blizsi i dalsi krewni. Pani wlascicielka podkreslala, ze panuje tu "rodzinna" atmosfera, itd... No, niby fajnie bo w sumie mieszkajac w Polsce wlasnie do takich cieplych stosunkow z sasiadami bylam przyzwyczajona, ale na razie podchodze do tego z lekka rezerwa. Musimy najpierw wyczuc jaki to typ ludzi. A cos mi sie zdaje, ze lubia plotkowac;) Oczywiscie poniewaz Rodos to jednak jest wiocha okazalo sie, ze moj maz ma wspolnych znajomych z panstwem G. A ci, zaraz po naszym pierwszym spotkaniu wykonali do nich telefon zeby sie dowiedziec z kim maja doczynienia:) Chyba dostali o nas pozytywna opinie bo nastepnego dnia, przy podpisywaniu umowy byli super mili. I cale szczescie bo okazuje sie, ze przed nami mieszkala w tym mieszkaniu pewna dziewczyna, ktora pewnego dnia po prostu sie wyprowadzila, zostawiajac ich z niezaplaconymi rachunkami. Na moje nieszczescie byla to Polka. I tu sie zaczyna niezla jazda... Otwierajac skrzynke na listy znalazlam w srodku karteczke z jej nazwiskiem. Z czystej ciekawosci wyklikalam ja sobie na facebooku. Nazwisko dosc popularne wiec nie spodziewalam sie, ze cokolwiek znajde. A tu prosze. Nie dosc, ze poszukiwania przyniosly rezultat to jeszcze okazalo sie, ze mamy wspolnych znajomych. malo tego, dziewczyna jest chyba malo frasobliwa bo dostep do jej konta ma absolutnie kazdy. No i wiem na przyklad, ze wyjechala z Rodos do Polski i ze zamierza wrocic na wiosne. I tu takie ostrzezenie do psujacej nam opinie kolezanki-Polki (moze przypadkiem podczytuje mojeo bloga;)... Panstwo G. nie zostawia tak tej sprawy z niezaplaconymi rachunkami, takze jesli masz zamiar znowu sie osiedlic na wyspie-latwo Ci nie bedzie... W ogole nie wyobrazam sobie jak mozna tak palic za soba mosty. Rodos to naprawde niewielkie miasto. No i tym "milym" akcentem koncze na dzis. Dobranoc!!!
wtorek, 17 stycznia 2012
Brrr...
Wyglada na to, ze w koncu mamy zime! Rowniez na Rodos. Temperatura spadla ponizej 10'C dajac w kosc cieplolubnym Grekom. Dla mnie taka temperatura to pestka wiec korzystajac z pieknego, slonecznego dnia wybralam sie z corka na spacer. Nie byl to zbyt dlugi wypad, w dodatku w porze tutejszej sjesty, gdy na ulicach malo ludzi. Mimo to az trzy razy uslyszalam z ust przechodniow jak to dzis zimno, czy dziecko na pewno nie marznie i ze ma zimne rece. Po trzeciej takiej uwadze przyspieszylam kroku i skierowalam sie w strone domu. Poczulam sie jak wyrodna matka, ktora dziecko na mroz wyciaga:) Oh, cos czuje, ze w miare jak moja maluda bedzie rosnac, coraz wiecej takich "zderzen kulturowych" mnie czeka:) Wlasciwie to juz sie boje, ale postanowilam sobie twardo, ze corke bede wychowywac po swojemu. Oczywiscie przy udziale meza, ale na szczescie mamy podobne poglady na wychowanie wiec nie powinno byc problemu. I nie straszne nam beda mrozy i deszcze! Choc tych drugich oby jak najmniej! Pozdrawiam!!!
sobota, 14 stycznia 2012
2012
Od dwoch tygodni mamy Nowy Rok i musze przyznac, ze zaczal sie dla mnie nawet nie najgorzej. Przede wszystkim-przeprowadzamy sie! W koncu znalezlismy mieszkanie, ktore nam odpowiada. Oczywiscie dopiero w praniu wyjdzie jakie jest naprawde no ale wydaje sie, ze ma "potencjal". Niestety zmieniamy dzielnice i juz nie bede tak blisko morza jak teraz no ale byc moze paradoksalnie zaczne bywac na plazy czesciej niz obecnie:) Kolejna dobra wiadomoscia bylo to, ze nie musimy nic placic skarbowce. No, moze nie zupelnie nic... Co prawda na podstawie naszego zeznania podatkowego orzeczono, ze mamy bilans zerowy ale wlasie wczoraj dostalismy wezwanie do zaplaty dodatkowego podatku-160 euro. Podobno wszyscy to dostali i podobno ta nasza suma nie jest taka zla... Eh, placz i plac czlowieku... Oj, nieciekawie jest teraz w Grecji pod wzgledem ekonomicznym. A z takimi umiejetnosciami do zaciskania pasa jaki maja Grecy (a raczej ich brakiem) to w ogole kiepsko to wszystko widze. Nie chce stad wyjezdzac i nie zamierzam, ale przyznam sie, ze swoja starosc widze chyba tylko w Polsce... Zobaczymy. PS. na nowym mieszkaniu bede miec skrzynke na listy! szok!;)
czwartek, 29 grudnia 2011
Ostatnie dni roku...
No tak, swieta juz wlasciwie za nami, Nowy Rok za pasem. Zawsze bardzo lubilam ten tydzien "miedzyswiateczny". Odpoczynek w domu, zajadanie sie piernikami, makowcami i czekoladowymi gwiazdorkami... W tym roku atmosfera Bozego Narodzenia nie byla w naszym domu az tak wyrazna jak to bywalo w Polsce ale staralismy sie zeby mimo wszystko bylo swiatecznie. Posiadanie dziecka mimo wszystko zobowiazuje:) Najtrudniejsza oczywiscie byla Wigilia, ktora niestety spedzilam tylko w towarzystwie corki (maz musial wykarmic swietujacych Grekow), a ktora stala sie jeszcze bardziej przygnebiajaca po Pasterce. No niestety, w tym roku nie byla ona zbyt udana. Moze z powodu mniejszej ilosci osob, moze z powodu braku proboszcza i jego niezastapionej energii... W tym roku nie udalo sie zjednoczyc katolikow nawet koleda. Przykre... Wyglada na to, ze kryzysowa atmosfera udzielila sie juz wszystkim, lacznie ze mna. W telewizji konsekwentnie probuja nas uswiadamiac, ze jest zle, a bedzie jeszcze gorzej. Na prozno szukac pozytywnych newsow. Nawet mowiac o swiatecznych zakupach Grekow podkreslano, ze kupuja tylko najtansze rzeczy i ze w tym roku wydali 30-40% mniej niz zwykle. No to akurat moze i dobrze bo najwyzszy czas zacisnac troche pasa i realnie spojrzec na swoje "moce nabywcze";) Przed nami Nowy Rok, pewnie dla wielu trudniejszy niz stary, a na pewno bardziej niepewny. Poza oglaszanym koncem swiata mamy nadal niekonczacy sie kryzys, polityczne i militarne zawirowania na swiecie i w ogole malo dobrych wiadomosci. Ja mam tylko nadzieje, ze nie bedzie tak zle jak sie mowi... Gdybym juz tu nie zawiatala przed Dylwestrem-zycze wszsytkim duzo zdrowia w tym nadchodzacym 2012 roku. Reszta zawsze jakos sie ulozy:) Buziaki!!!
sobota, 10 grudnia 2011
Pstryczek elektryczek
Swieta za pasem i chyba zwykla ludzka przyzwoitosc nakazywalaby odkurzyc troche mojego bloga, tym bardziej, ze wlasnie stuknal mu roczek:) A wiec co tam panie w greckiej polityce?:) Rzad w dobie kryzysu za wszelka cene probuje pozyskac jak najwiecej dodatkowych srodkow. Jak wiadomo najprostszym na to sposobem jest dodatkowe opodatkowanie obywateli lub podniesienie podatkow juz istniejacych. Grecy wymyslili wiec sobie, ze kazdy kto posiada jakas swoja nieruchomosc bedzie musial zaplacic od niej pewna kwote. Jej wysokosc zalezy od metraza i miejsca, w ktorym dany obiekt sie znajduje (np. wlasciciel naszego mieszkania placi 5euro/metr). Sprytny rzad przewidzial oczywiscie, ze Grecy unikaja placenia podatkow jak diabel swieconej wody wiec sprytnie "zalaczyl" te kwote do rachunku za prad. Zaplacic trzeba bo inaczej... pstryk, nie bedzie pradu. Grecy nazwali to "haraczem", czesc nie chce placic ale pewnie w koncu i tak beda musieli. Mnie jednak barziej denerwuje inny "haracz", ktory tez przychodzi wszystkim placic razem z rachunkiem za prad, a na ktory nie wszyscy zwracaja uwage. Chodzi mianowicie o abonament radiowo telewizyjny. Nie wazne ile ma sie odbiornikow (i czy w ogole), co dwa m-ce trzeba grzecznie placic dodatkowo ponad 30 euro. Ale o tym glosno sie nie mowi no bo kto mialby podjac temat? Telewizja? Najgorsze jest to, ze placimy za TOTALNA szmire. Panstwowa grecka tv jest na niziutkim poziomie i choc od czasu do czasu zdarza sie jakies ambitne kino lub dokument (grubo po polnocy) to wiekszosc prgramow to wieczne powtorki lub mega nudny program z pania Bilio ("Exei gousto"-znacie? nie ziewacie?). Ostatnio, ze wzgledu na strajk nie ma nawet wiadomosci. I tak juz chyba od tygodnia. I to mnie wlasnie wkurza... Hawk.
niedziela, 13 listopada 2011
Grecja dla marzycieli-forum
Wpadam na moment zeby poinformowac, ze zamkniete trzy lata temu forum strony "Grecja dla marzycieli" znowu dziala. Mam nadzieje, ze ktos z jego urzytkownikow podczytuje mojego bloga i uda nam sie przywrocic to chyba najfajniejsze forum o Grecji do zycia. Duzo czasu minelo ale warto sprobowac. Czekam! wasza samiamidi!!!:)
piątek, 21 października 2011
Grecka desperacja
Tytul zaczerpnelam z ubieglotygodniowego Newsweeka. Na okladce mezczyzna, ktory podpalil sie na ulicy w Salonikach. Generalnie nie jest wesolo. Chociaz wiem to tylko i wylacznie z polskiej tv. Poniewaz nadal nie mam dekodera, nie mam dostepu do greckich kanalow komercyjnych, natomiast telewizja publiczna strajkuje, w zwiazku z czym nie ma wiadomosci. I za to co dwa m-ce musimy (w rachunku za prad) placic abonament ok. 30 euro. Pieknie. Patrzac na to, co dzieje sie (dzialo sie?) w Atenach prawie zapominam, ze jestem tu, w Grecji, w tym samym kraju! Na wyspie zupelnie nie czuc atmosfery buntu. Prawdopodobnie pozamykane byly urzedy i szkoly ale na szczescie w ostatnich dniach nie musialam sie tam wybierac wiec pozostaje w slodkiej nieswiadomosci. Chociaz z drugiej strony troche to wstyd tak nic nie wiedziec... Poczytalam wiec sobie starego Newsweeka i dowiedzialam sie np, ze liczba samobojstw w Grecji wzrosla tylko w ciagu ostatniego roku o 40%! Pensje (przynajmniej w budzetowce) spadly nawet o 25%, a VAT na zywnosc wzrosl z 13 do 23% (o tym akurat niestety wiedzialam). Grecja wisi swoim dluznikom 340 miliardow euro. To ponad 30 tys. euro na kazdego obywatela. Podobno ten kryzys jest najglebszy od II wojny swiatowej. To by tlumaczylo wzmozone zainteresowanie Grekow emigracja zarobkowa. Glownie do Stanow, Kanady, Australii i krajow arabskich. Najciekawsze jest to, ze wyjechac chca nie ludzie bezrobotni, ale dobrze wyksztalceni lekarze, mechanicy, itp., ktorzy maja prace, ale nie chca zyc w kraju, w ktorym przyszlosc jest tak niepewna. Wiele osob decyduje sie tez na opuszczenie Aten i powrot do swoich rodzinnych stron, na wyspach badz w glebi kraju. Tam maja rodzine, czesto jakies poletko, moze kilka koz... Wiadomo, z glodu nie zgina... Eh, nieciekawie sie to wszystko przedstawia... Chyba faktycznie lepiej za duzo nie wiedziec co sie dzieje. Co bedzie to bedzie...
czwartek, 20 października 2011
Na poludniu bez zmian
Grecja caly czas stoi na progu bankructwa. Stoi, stoi i jakos nie moze zrobic tego decydujacego kroku. W tyl albo w przod. Osobiscie wydaje mi sie to "troche" denerwujace bo trudno zyc nie wiedzac tak naprawde na czym sie stoi. Od wczoraj Ateny znow przezywaja paraliz spowodowany protestami, strajkami, zamieszkami. Fakty TVN komentuja to "a oni swoje". I w sumie ja sie z tym zgadzam. Nie widze zadnego sensu w calym tym, zamieszaniu. Zmiany musza nastapic i Bog jeden wie dlaczego tak pozno. Teraz chyba bardziej niz kiedykolwiek czuje roznice mentalnosci miedzy Grekami a Polakami. Ta "rebeliancka" natura jest mi kompletnie obca... Stay tuned.
poniedziałek, 29 sierpnia 2011
Albanczycy made in Greece
W najnowszym dodatku do niedzielnego wydania gazety Vima natrafilam na artykul o Albanczykach mieszkajacych w Grecji. 20 lat temu zaczeli oni masowo przyjezdzac do swego poludniowego sasiada w poszukiwaniu lepszego zycia. Dzis chyba juz nikt nie wyobraza sobie Ellady bez Albanczykow. Dwie dekady to jednak szmat czasu i nacja ta dosc mocno sie tu zakorzenila. Jak to w zyciu bywa jedni zintegrowali sie bardziej, inni mniej. Wspomniany artykul to historie 7 mezczyzn, ktorzy zwiazali swe zycie z nowa ojczyzna. Podobno zadna kobieta nie zgodzila sie opowiedziec o sobie. Autor tlumaczy to "lekiem przed nieznanym", ale mi jakos trudno w to uwierzyc. Moim zdaniem, albo nie wysilil sie w poszukiwaniach, albo faktycznie kobiety albanskie boja sie mowic, albo po prostu sie wstydza... Tak miedzy nami mowiac, czy jakikolwiek Albanczyk czy Albanka przedstawili sie Wam swoim prawdziwym imieniem? No coz, mentalnosci tych ludzi nie mam zamiaru rozpracowywac. Moge tylko podziwiac ich za to, ze mimo tylu trudnosci (brak znajomosci jezyka, niechec ze strony Grekow) udalo im sie znalezc tu swoje miejsce. A latwo nie bylo... Na poczatku lat 90tych prasa rozpisywala sie np. o "strasznej chorobie, zoltaczce typu B, ktora rozprzestrzenila sie w regionie Thesprotii razem z albanskimi uciekinierami". Pisano tez, ze Albanczycy musza wyjechac tak szybko jak to tylko mozliwe poniewaz wlamuja sie do mieszkan, morduja, sa sprawcami wiekszosci kradziezy... I to wszystko w gazetach, ktore nadal sie ukazuja. Oczywiscie dzis nikt przy zdrowych zmyslach nie odwazy sie powiedziec tego wszystkiego glosno. Nie w sytuacji gdy Albanczycy stanowia prawie 65% emigrantow w Grecji (w 2001 r. bylo ich 438.036 osob). Ale nadal, gdy okazuje sie, ze najlepszym uczniem w szkole jest Albanczyk (czy jakis inny obcokrajowiec), w zwiazku z czym ma prawo niesc grecka flage na paradach organizowanych w swieta narodowe, Grecy kreca nosem, sugerujac, ze nie jest to do konca stosowne. No coz... Nie mnie oceniac. Do tej pory mialam kontakt zaledwie z kilkoma osobami pochadzacymi z Albanii. Kontakt na tyle luzny, ze trudno mi okreslic jacy oni naprawde sa. Jesli jednak mialabym sie opierac na tym co slyszy sie w Tv, zwlaszcza jesli chodzi o wszelkiego rodzaju przestepstwa, to Albanczykow faktycznie musialabym uznac jako zrodlo calego zla w tym kraju. No ale podobno "telewizja klamie"...
sobota, 20 sierpnia 2011
Home, sweet home?
Szukamy nowego lokum. Zadanie to nie nalezy ani do najlatwiejszych, ani do najprzyjemniejszych. Kto by pomyslal... Teoretycznie powinnismy chodzic, ogladac, wlasciciele z usmiechem na twarzy powinni zachwalac oferowane mieszkania, z checia obnizajac wyjsciowa cene dla milej rodzinki, ktora chce zostac na dluzej. Nie pierwszy raz jednak teoria mija sie z praktyka... Na nasze nieszczescie chcemy zostac w dzielnicy, w ktorej obecnie mieszkamy,a ktora nie nalezy do typowych "sypialn". Wiecej tu hoteli niz normalnych domow. A jak juz cos sie trafi to albo brzydkie jak noc, albo czynsz z kosmosu, albo umeblowane... Zeby ulatwic sobie nieco zycie szukam ogloszen m.in. przez internet. Szerokim lukiem omijam jednak te, w ktorych jakis posrednik-madrala sugeruje, ze mieszkanie jest "idealne dla wojskowych i pracownikow budzetowki". Smiech na sali... Ale jeszcze smieszniej (a moze straszniej?) sie robi kiedy ogladam sobie zdjecia oferowanych lokum. Co sadzicie o tym? Albo o tym? Zawsze uwazalam, ze Grecy mimo wszystko w swoich domach maja porzadek... Czy tak trudno jest troche wokol siebie ogarnac? W koncu zdjecie powinno zachecac, a nie odstraszac. No coz... Wizja dalszych poszukiwan i sama przeprowadzka naprawde mnie przeraza. Tyle rzeczy musi nam pasowac. Wysokosc czynszu, ilosc pokoi, ogolny stan, umiejscowienie, wlasciciel... W tej chwili mieszkamy w budynku, ktory w calosci nalezy do jednego faceta, ktory na dodatek w nim nie mieszka. I jest to super wygodne. Zadnego wscibiania nosa w nie swoje sprawy, kazdy robi co chce, luz blues... Eh, nie chce sie nigdzie przenosic! Znalezienie lokum idealnego bede uwazac za los wygrany na loterii... |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Czytam bo lubie
Egzamin "Ellinomathia"
Gdzie sie zatrzymac?
Jezyk grecki w Grecji
Ogloszenia
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||