Prawda o zyciu w krainie bogow...
RSS
piątek, 24 grudnia 2010
Wesolych Swiat czyli Kala Christougienna!!!

                                 

Jutro, a wlasciwie juz dzis, Wigilia. Najbardziej rodzinny dzien w roku. Przynajmniej w Polsce. W Grecji 24 grudnia nie jest niestety obchodzony tak jak u nas. Chociaz moze to i lepiej bo przynajmniej nasi rodacy nie majacy mozliwosci spedzenia swiat z bliskimi nie odczuja tego tak bardzo.

Dzien poprzedzajacy Boze Narodzenie jest tutaj zwyklym dniem handlowym. U nas niby tez, ale tu sklepy sa otwarte do 20, a restauracje i bary przezywaja prawdziwe oblezenie. W Polsce nie do pomyslenia jest by spedzac ten wieczor w knajpie, poza domem, tu to norma.

Podobnie jak w chyba calej Europie symbolem swiat w Grecji stala sie choinka. Nie zawsze jednak tak bylo. Dawniej tradycyjnie zamiast drzewka przystrajano zaglowki. Do dzis zreszta mozna je zobaczyc na wystawach sklepowych czy w niektorych domach.

Same Boze Narodzenie jest obchodzone troche w stylu amerykanskim, tzn. z indykiem na stole. W niektorych rodzinach rozdawane sa tego dnia prezenty chociaz czesciej Grecy wymieniaja sie podarkami w Sylwestra.

Tradycyjnymi slodkosciami sa kurabiedes czyli slodkie ciasteczka obtoczone cukrem pudrem (nie przepadam) i melomakarona (z syropem i orzechami, te kocham, uwielbiam i pochlaniam bez zastanowienia).

W tym roku jestem prawdziwa szczesciara bo Wigilia przyleciala do mnie z Polski i na stole pojawia sie tradycyjne potrawy, z karpem w roli glownej:) Na razie moja lodowka peka w szwach ale juz od jutra zaczniemy ja rodzinnie oprozniac:) Na koniec nie pozostaje mi nic innego jak zyczyc czytelnikom fajnych Swiat, z bliskimi albo chociaz z Kevinem na Polsacie;)

                                                       

00:10, cu_in_greece
Link Komentarze (4) »
środa, 22 grudnia 2010
Wieczny student czyli edukacja po grecku

                               

Pamietam, ze kiedy pierwszy raz "zachlysnelam" sie Grecja, a bylo to akurat jakos pod koniec liceum, marzylo mi sie studiowanie w Grecji. Myslalam sobie jak fajnie by to bylo pomieszkac tam przez jakis czas, poznac ludzi, zobaczyc jak wyglada edukacja w innym kraju.

Marzenie to udalo mi sie zrealizowac dzieki programowi wymiany studenckiej "Sokrates-Erazmus". Rok w Grecji, rok na pieknej wyspie. Rok na greckim uniwerku...

Jak bylo? Gdybym miala odpowiedziec na to pytanie jednym zdaniem, powiedzialabym, ze byly to najdluzsze wakacje mojego zycia:) Dlaczego? No coz, powodow pewnie bylo wiele. Z jednej strony sceneria, widoki, pogoda... Z drugiej-luz blues greckiego uniwerku, ktory nas (mnie i kilka dziewczyn) goscil. Tak naprawde jechalysmy troche w ciemno, bo mimo ze ze strony polskiej uczelni wszystko bylo dopiete na ostatni guzik to ze strony uczelni greckiej juz nie... Wlasciwie do czasu naszego przyjazdu na wyspe nie wiedzialysmy ani gdzie bedziemy mieszkac, ani ile to nas bedzie kosztowac, ani czy w ogole ktokolwiek wie o naszym "desancie";)))

Mialysmy racje, obawiajac sie, ze w dziekanacie beda zaskoczeni naszym przybyciem. Na szczescie udalo nam sie ulokowac w jakims w miare tanim hotelu i rozpoczelysmy codzienne pielgrzymki w celu organizacji akademika, zajec, itp... Zajelo nam to, bagatela, 3 tygodnie. Zamieszkalysmy w hotelu zaadaptowanym na akademik, za ktory na szczescie nic nie musialysmy placic. Za darmo bylo tez wyzywienie na stolowce (obiad i kolacja). Zyc nie umierac:)

Z zajeciami niestety nie bylo juz tak rozowo. Udalo nam sie znalezc przedmioty, ktore zapewnialyby nam odpowiednia ilosc punktow ECTS ale... Jak w to Grecji... Jak nie strajk to inne "swieto" wiec suma sumarum chyba z polowa zajec sie w ogole nie odbyla. Nie zebysmy specjalnie narzekaly;) Z drugiej jednak strony na wlasne oczy przekonalysmy sie jak wyglada grecka edukacja. Ambitni niech od razu zapomna o nauce tutaj. Greccy zacy sa rozpuszczeni do granic mozliwosci. Pojecie "wieczny student" jest tu chyba najbardziej odpowiednie. Teoretycznie studia trwaja tu, podobnie jak u nas, 5 lat. Tyle tylko, ze wlasciwie nikt tu nikogo z niczego nie rozlicza. Na kazdym kierunku jest okreslona liczba przedmiotow do zaliczenia, ale bez tzw. "deadline'u". Skutek tego taki, ze mlodziez studiuje tu nierzadko nawet po 10 lat!!! Korzystajac przez caly ten czas z wszelkich przywilejow. A sa to nie tylko znizki na bilety komunikacji miejskiej czy na kino. Jesli taki "wieczny student" pracuje, to na czas sesji ma prawo do platnego urlopu!!! Dodatkowo, zapewniane sa darmowe podreczniki. I nie wazne, ze dostaje sie je dopiero tuz przed sesja. Wszystko to powoduje, ze grecka mlodziez jest rozpuszczona "jak dziadowski bicz". Kazda proba zmiany czegokolwiek spotyka sie z ostrym sprzeciwem i strajkami (czyli odwolaniem zajec, czesto nawet przeniesieniem sesji na wrzesien). Chyba z polowa studentow tutaj nalezy do jakichs partii. Organizowane sa nawet wybory, budynki uniwerku poobklejane sa plakatami poszczegolnych ugrupowan,a obrazu dopelniaja wszedzie walajace sie kubki po frappe...

Powinnam napisac jeszcze cos na temat poziomu samej nauki ale... coz... mialam do czynienia tylko z jedna placowka wiec trudno mi wypowiadac sie na temat wszystkich instytucji:) Wiem tylko, ze szkoly podstawowe czy gimnazja raczej nie daja dzieciom szans na rozowj swoich zdolnosci. Zapytajcie jakiegokolwiek Greka o tzw. "frontistiria" czyli zajecia pozalekcyjne, "korki" jak to sie u nas mowi. Bez tego prawie niemozliwym jest dostac sie na wymarzony kierunek studiow.

Za szesc lat moja corka prawdopodobnie zacznie edukacje w tym zwariowanym kraju... Mam ogromna nadzieje, ze cos sie do tego czasu zmieni bo sytuacja jest naprawde nieciekawa.

Konkursowo...

                                    

Od bardzo dawna podczytuje sobie rozne blogi i musze przyznac, ze ich wybor byl w duzej mierze spowodowany faktem, ze zostaly one zaprezentowane na stronie onet.pl.

Moj blog prowadze zaledwie od kilku tygodni i biorac udzial w konkursie absolutnie nie licze na zadna nagrode. Bardziej na to, ze dotre do wiekszej ilosci fanow Grecji:)

Tak wlasnie sobie mysle, ze jeszcze nigdy nie czytalam zadnego bloga "made in Greece" i bede musiala troche poszperac, a nuz znajde cos ciekawego. Chociaz patrzac na "zaawansowanie" informatyczne jakie panuje w tym kraju... Owszem, maja tu strony na kazdy temat, ale jakoscia baaaardzo odbiegaja one od naszych. Mam wrazenie, ze przecietnemu Grekowi zasiadajacemu przed komputerem do szczescie potrzebny jest tylko facebook i twitter. No, moze jeszcze youtube:)

No coz... Czas poobserwowac blogi biorace udzial w konkursie. Na pewno znowu natrafie na jakiegos "pozeracza czasu". A porzadki swiateczne leza odlogiem... :)

12:11, cu_in_greece
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 20 grudnia 2010
Apergia - wazne slowo

                                    

Apergia znaczy strajk. Zwazywszy na czestotliwosc tego zjawiska w Grecji, znajomosc tego slowa powinna byc obowiazkowa dla kazdego kto odwiedza ten kraj. Tak sie wlasnie sklada, ze ubiegly i obecny tydzien mijaja pod haslem strajkow. Co to oznacza? Zamkniecie urzedow, przerwy lub calkowity brak komunikacji miejskiej, dni bez wiadomosci w tv i gazet, odwolane loty... Doszlo do tego, ze strajkuja tu rowniez prawnicy!!! Do tego dochodza oczywiscie marsze strajkujacych pracownikow... Jednym slowem- bajzel na kolkach!

Prawda jest jednak taka, ze jesli tylko nie mieszkamy w Atenach czy Salonikach, strajki nie sa az tak bardzo odczuwalne. Na mojej wyspie, w obrebie miasta wlasciwie moge wszedzie dotrzec pieszo wiec komunikacyjne pieklo, ktore chyba najbardziej daje sie we znaki mieszkancom omija mnie szerokim lukiem:)

Moge jedynie wspolczuc wszystkim Atenczykom. Bodajze na srode planowany jest strajk calej komunikacji miejskiej. Brak autobusow, trolejbusow, metra... Dla nie posiadajacych wlasnego auta jedynym sposobem dotarcia do pracy bedzie taksowka. Ale to tez nie jest taka prosta sprawa. I nie chodzi tu tylko o to, ze tego dnia absolutnie cale Ateny przesiada sie na taxi. Tutejsi "taryfiarze", nawet w zwykly dzien przeprowadzaja swego rodzaju selekcje pasazerow. Nie ma tu niestety roznych firm taksowkowych, a wiec brak konkurencji, ktora ulatwilaby zycie klientom.

Pozostaje mi tylko blogoslawic dzien, w ktorym opuscilam stolice Grecji. Mimo ze suma sumarum mieszkalo mi sie tam niezle i z nostalgia wspominam tamten okres, to jednak swoje dzieci wole wychowac w nieco bardziej spokojnym srodowisku:)

Kali evdomada, czyli milego tygodnia! Swieta tuz tuz!!!:)))

13:26, cu_in_greece
Link Komentarze (4) »
niedziela, 19 grudnia 2010
Shopping po grecku

                          

Dzis, podobnie jak w Polsce, Zlota Niedziela czyli niedziela handlowa. Centrum miast zapelnia sie ludzmi obladowanymi torbami, pakunkami, dziecmi, itd... Nawet lubie ten zgielk, mimo ze niewatpliwie utrudnia on bezstresowe zakupy.

W Grecji niedziela nie jest jednak zwyczajowo dniem handlowym. Normalnie otwarte sa tylko male sklepiki, a i to nie wszedzie. Duze supermarkety czy centra handlowe pozostaja w ten dzien zamkniete. Dla Polaka przyzwyczajonego do mozliwosci robienia zakupow prawie o kazdej porze dnia i nocy, taki stam rzeczy moze z poczatku nieco utrudniac zycie. Dodatkowo sklepy sa tu zamykane miedzy godz. 14 a 17. Siesta, nie ma co;) Wyjatkiem sa markety i sklepy duzych sieci. No i centrum Aten, gdzie sie tego nie przestrzega. Osobiscie srednio lubie ten zwyczaj bo na ogol wlasnie w tych godzinach przychodzi mi chec na kupowamie;)

Jedno co lubie, to kawka po zakupach;) I nie tylko ja, sadzac po totalnie dzis zatloczonych kafejkach. Kryzys? Jaki kryzys????? ;)

16:21, cu_in_greece
Link Komentarze (4) »
piątek, 17 grudnia 2010
... based on a true story.

                                   

Wybralismy sie wczoraj z szanownym malzonkiem do kina na grecka produkcje pt. "O thanatos pou onireftika" (w wolnym tlumaczeniu-"Smierc z moich snow"). Film opowiada o grupie mlodych ludzi, ktorzy zafascynowani satanizmem zaczynaja popelniac zbrodnie. Musze przyznac, ze (jak na greckie standardy) film byl calkiem niezly. Trzymal w napieciu, byl sprawnie nakrecony, a calosc dopelniala dobra muzyka. Kino greckie jest mniej wiecej na poziomie naszego polskiego, tzn. w kinach na ogol mozna obejrzec komedie romantyczne. Nad ich jakoscia nie bede sie rozwodzic. Sami mozecie sobie wyobrazic.

Historia, ktora wczoraj obejrzelismy jest luzno oparta na autentycznych wydarzeniach. 23 grudnia 1997 roku Sad w Atenach skazal na kare dozywotniego wiezienia Asikamkisa Katsoulasa i Manolisa Dimitrokallisa, tzw. "Satanistow z Pallini". Ich wspolniczke, Dimitre Maryeti skazano na 17 lat pozbawienia wolnosci za wspoludzial w dwoch morderstwach jakich dokonali Katsoulas i Dimitrokallis.

Krotko przed Nowym Rokiem 1994, ujawnienie tej sprawy wstrzasnelo cala Grecja."Szatanska trojka" zostala oskarzona o uprowadzenie i wykorzystywanie seksualne nieletnich dziewczat, a takze o uprawianie czarnej magii.

27 sierpnia 1992 roku uprowadzili oni 14-letnia Dore Siropoulou. Nie bede tu opisywac przebiegu morderstwa. Nastepna byla Garifalia Jurga, uprowadzona w Wielka Srode,  14 kwietnia 1993 roku.

3 wrzesnia 2001 roku, po 7 latach odsiadki, na wolnosc wyszla Dimitra Maryeti. Podobno resocjalizacja zakonczyla sie pomyslnie i dziewczyna zaprzestala szatanskich praktyk.

Info zaczerpnelam z http://topaliatzidiko.blogspot.com/2010/03/blog-post_8964.html 

Wiem, ze temat dzisiejszej notki kompletnie nie pasuje do szablonu tego bloga, ale tak wlasnie jest z Grecja... Posrod przepieknych widokow czai sie rowniez zlo...       

Trailer filmu znajdziecie tu   http://www.youtube.com/watch?v=JU_qz99P4Fs

16:39, cu_in_greece
Link Komentarze (1) »
wtorek, 14 grudnia 2010
It's all Greek to me!

                               

 

To angielskie powiedzenie sugerowac by moglo, ze dla Amerykanow/Anglikow jezyk grecki jest wyjatkowo trudny. I pewnie tak jest... A dla Polakow? Z wlasnego doswiadczenia wiem, ze obcy alfabet moze nieco odstraszac, ale prawda jest taka, ze opanowanie go nie jest niczym skomplikowanym. Wystarczy troche checi:) Jesli chodzi o gramatyke to naprawde nie ma sie czego bac. Szyk zdan jest bardzo podobny do tego w jezyku polskim, a odmiana przez przypadki (w nowogreckim jest ich tylko cztery) tez nie jest niczym nadzwyczajnym. Najwazniejsza jest motywacja! A tej, przynajniej na poczatku, zwykle nie brakuje. Wspomnienie chwil spedzonych w Elladzie, mocniejsze bicie serca... To zwykle wystarczy zeby zachowac zapal... przynajmniej na kilka pierwszych lekcji:)

Powrot do polskiej rzeczywistosci czesto oslabia nasze checi i rozleniwia. Nic dziwnego. Nie od dzis wiadomo, ze najlepiej uczyc sie jezyka w kraju, w ktorym sie nim posluguja. A wiec... kursy jezyka greckiego w Grecji!!! Co gdzie i jak? Jesli jestes studentem, mozliwosci sa spore. Duza popularnoscia ciesza sie letnie kursy jezyka nowogreckiego na uniwersytecie w Atenach i Salonikach. Jest to naprawde swietna okazja do zapoznania sie z jezykiem lub podszkolenia swoich umiejetnosci. Ile to kosztuje? Dla studentow organizowane sa stypendia. Pamietam, ze w 2005 roku uniwerek w Salonikach zapewnial uczestnikom 400 euro (4 tygoniowy kurs). Z tego trzeba bylo zaplacic za mieszkanie, ale dano nam mozliwosc skorzystania z akademika lub taniego hotelu wiec nie bylo zle. Zajecia odbywaly sie od poniedzialku do piatku. Rano-lekcje jezyka, popoludniu lekcje o kulturze, tancu, itp... Towarzystwo oczywiscie miedzynarodowe. O ile jakosc zajec zalezala w duzej mierze od nauczyciela jaki sie nam trafil, o tyle kontakt z innymi ludzmi uczacymi sie greckiego, dawal duza szanse polepszenia znajomosci jezyka. Moze popelnialismy bledy, moze mowilismy byle jak, ale mowilismy tylko po grecku!!! Naprawde bardzo dobrze wspominam tamten miesiac spedzony w Salonikach.

Podobny kurs organizuje rowniez uniwersytet w Atenach. Trwa on troche dluzej - 6 tygodni, a plusem sa darmowe weekendowe wycieczki.

A w Polsce? W Poznaniu i Warszawie - filologia nowogrecka. Ewentualnie lekcje prywatne. No i Erazmus!!!:) W zakladkach podaje linki do greckich uniwerkow oferujacych kursy. Milego dnia!!!:)

13:32, cu_in_greece
Link Komentarze (2) »
niedziela, 12 grudnia 2010
Niedziela dniem prasy

                                 

 

W Grecji Niedziela = gazetka:) Inaczej niz w Polsce, tu wszystkie kioski sa dzis otwarte oferujac swieza prase. Prawda jest taka, ze w sumie tylko tego dnia oplaca sie kupic jakis dziennik. Mamy bowiem do czynienia z czyms w rodzaju "wydania specjalnego". Gazeta jest gruba, z przeroznymi dodatkami typu program tv, film na dvd czy ksiazka. Do tego czesto dolaczane sa magazyny o modzie, wystroju wnetrz czy gastronomii.

Bardzo to mile bo czy jest cos fajniejszego niz poranna kawka, swieze buleczki i gazetka? Ok, o buleczkach moge sobie pomarzyc, ale fakt pozostaje faktem. Jest przyjemnie:)

Skoro jestesmy przy kioskach... Wystepuja tu one znacznie czesciej niz w Polsce. Prawie na kazdej ulicy. Otwarte sa czesto do bardzo pozna, niektore nawet 24 h na dobe. W takim kiosku oprocz prasy mozna kupic tez napoje (w tym piwo czy "breezer'y"), slodycze. Niby podobnie jak w Polsce... A jednak to zupelnie cos innego. Kioskarz siedzi sobie w malej budce, a towar wystawiony jest naokolo. U nas byloby to nie do pomyslenia. I to nie tylko ze wzgledu na klimat, ale tez na potencjalnych zlodziei. Nie watpie, ze i tu zdarzaja sie kradzieze, ale mam wrazenie, ze mniej osob tu kusi:) Dowodem na to chocby nagminne zostawianie aut z wlaczanym silnikiem i kluczykami w stacyjce. Mieszkam tu juz kilka lat i do dzis nie miesci mi sie w glowie taka lekkomyslnosc.

A to typowy grecki kiosk:

                          

Milej niedzieli!!! :)

13:35, cu_in_greece
Link Komentarze (2) »
sobota, 11 grudnia 2010
Wlasne M?

                            

 

Mieszkanie... Kazdy jakies ma. Jeden lepsze, drugi gorsze. W Grecji jedynym sposobem na wlasne "M" jest albo kupno albo wynajem. To pierwsze wiaze sie z wzieciem kredytu, a na ten nie wszystkich stac. Bardzo popularne jest tu wiec wynajmowanie mieszkania. Gazety pelne sa ogloszen z ofertami, do wyboru do koloru. Na zalaczonym zdjeciu widac powszechne tutaj naklejki, ktore umieszcza sie w widocznych miejscach, na przystankach autobusowych, na terenie uniwerkow czy na samych budynkach, w ktorym dany lokal sie znajduje. Ceny sa rozne, w zaleznosci od lokalizacji i standardu mieszkania.

Najprosciej opisac to na przykladzie Aten. W stolicy najtaniej jest w centrum. 2-pokojowe mieszkanko (w starej kamienicy), z kuchnia i lazienka mozna wynajac juz za 250-300 euro. Im dalej od centrum tym drozej. W Atenach nie jest bez znaczenia w jakiej dzielnicy mieszkasz. Troche to "rasistowskie", ale taka jest prawda. Dzielnice na polnocy miasta, czy na poludniu, tuz przy morzu uwazane sa za eleganckie i drogie,a mieszkanie w centrum wielu Grekow uwaza za obciach. Pewnie ze wzgledu na mieszkajacych tam imigrantow i duza w zwiazku z tym przestepczosc. Ale nie zawsze tak bylo. Kiedys mieszkanie np. w okolicach kosciola Agios Panteleimonas bylo w bardzo dobrym tonie. Zreszta widac to po niektorych kamienicach. Sama mialam okazje mieszkac w takiej, ktorej klatka schodowa wygladala prawie jak wejscie do teatru. Eh, wspomnienia...

A jak mieszkaja Grecy? Oczywiscie o gustach sie nie dyskutuje, ale mozna troche pouogolniac i wymienic "cechy charakterystyczne" przecietnego greckiego mieszkania. Zacznijmy od klatki schodowej. Schody na ogol sa z bialego marmuru co sprawia wrazenie czystsci i swiezosci. To naprawde duza odmiana jesli porownamy to z naszymi szarymi klatkami w blokach. No ale my nie produkujemy marmurow:) Wchodzac do mieszkania zazwyczaj natrafiamy na duzy hol. Rzadko kiedy spotyka sie tu korytarze jak u nas. W ogole wiekszosc mieszkan jakie mialam okazje odwiedzic bylo dosc przestronnych. Balkon to praktycznie standard. Jesli chodzi o wystroj to mam wrazenie, ze Grecy kochaja bibeloty i stare meble (albo takie, ktore wygladaja na stare). No i oczywiscie ikony! To ich slabosc. Bez wzgledu na czestotliwosc odwiedzania kosciola, ikona w domu musi byc;) Czyms duzo rzadziej spotykanym sa za to... kaloryfery. Grecy zwykle dogrzewaja sie klimatyzatorami (tak, zima w Grecji JEST zimno!). Natomiast w kuchni raczej nie uswiadczysz kuchenki gazowej. Gaz jest malo popularny i dostepny tylko w Grecji kontynentalnej. Piekarniki tez roznia sie od naszych. W lokalach do wynajecia jest to zwykle urzadzenie przypominajace troche mikrofalowke. Male i na prad ale piec sie nawet da;)

Podsumowujac, ze wzgledu na przyzwyczajenia, ktore trudno zmienic, tesknie za polskim stylem mieszkania, choc nie ukrywam, ze ten grecki tez w sumie mi sie podoba. Chyba po prostu marzy mi sie "ciasne, ale wlasne";)

czwartek, 09 grudnia 2010
Tak sie bawi, tak sie bawi... El-la-da!!!

                      

Zycie nocne w Grecji. Temat rzeka... Kazdy kto choc raz odwiedzil ten kraj mial z pewnoscia okazje sie o tym przekonac. Latem miasteczka turystyczne przezywajace oblezenie turystow tetnia zyciem w dzien i w nocy. Od rana bawic sie mozna w knajpach umiejscowionych na plazach. Drink z palemka, bikini i szalenstwo do wieczora. A po zmroku... Praktycznie kazda "wioska" moze poszczycic sie swoja ulica barowa-pelna pubow, dyskotek i innych rozrywek. Przed kazdym z takich miejsc mlodzi ludzie zachecaja w rozny, mniej lub bardziej wysublimowany, sposob do wejscia do srodka i zamowienia drinka. Zabawa przednia, ale na to co sie pije w takich przybytkach warto uwazac bo czesto sa to tzw. "bomby". Dodaje sie do alkoholu nie wiadomo czego (przynajmniej ja nie wiem), a efekty moga byc rozne. Duzy kac jest chyba najlzejszym z nich.

Tak czas spedzaja glownie turysci. A co z Grekami? Kiedys twierdzilam uparcie, ze Grecy sie nie bawia, co spotykalo sie czesto ze sprzeciwem innych milosnikow Grecji. Powiem wiec tak -  Grecy bawia sie INACZEJ! Ulubione miejsce na nocna zabawe? BUZUKIA!!! Co to takiego? Wyobrazcie sobie duza sale ze stolikami ustawionymi w dlugie rzedy, barem i scena. Jest godzina... hmm... powiedzmy 2 w nocy. Wczesniej zachaczyliscie juz o jakis bar, a teraz postanowiliscie kontynuowac wieczor ogladajac wystepy "live". Typ muzyki? Tzw. "typowa grecka". Cokolwiek mialoby to znaczyc;) Na miejsce dojechaliscie oczywiscie autem (tak, Grecy niestety prowadza po alkoholu!), ewentualnie taksowka (srodek lokomocji duzo popularniejszy niz u nas). Wchodzicie do srodka, wita was wysoka pieknosc i prowadzi do stolika. Cena stolika z wliczona butelka whisky? Liczcie lekka reka 100 euro. Jesli jest was wiecej nie zbankrutujecie ale i wypijecie mniej;) Ale nie alkohol jest tu najwazniejszy. Pomiedzy stolikami kraza mlode dziewczyny (tzw. luludu)z tackami, na ktorych sa... glowki gozdzikow (kwiatow;)). Po zaplaceniu odpowiedniej kwoty (10 euro?) dostajemy taka tacke, nabieramy w garsc tychze gozdzikow i rzucamy w kierunku sceny. Jest to oznaka sympatii w stosunku do artysty. Znaczy, ze nam sie podoba. Wierzcie lub nie, ale Grecy sa w stanie wydac fortune na to rzucanie kwiatkami. Co do artystow to, jesli nie wystepuje akurat jakas bardziej znana i utalentwana gwiazda (np. Sakis Rouvas, Anna Vissi...) to na ogol mamy do czynienia z pol naga lala, wypchana silikonem i ze slabo doprawiona treska, tudziez z lekko falszujacym lowelasem;) Mimo wszystko buzukia to zdecydowanie cos, co warto zobaczyc. Nocka zarwana (konczy sie to o 6 rano) ale wspomnienia sa;)

Dlaczego wiec twierdzilam kiedys, ze Grecy sie nie bawia? Bo o ile na buzukia daja z siebie wszystko, tancza na stolach, spiewaja, itd... o tyle na zwyklych imprezach-dyskotekach glownie podpieraja sciany. Jedno co mi sie u nich podoba to to, ze zatloczony bar to dla nich nie problem. W Polsce (na ogol) widzac, ze nie ma gdzie usiasc rezygnujemy z danej knajpy i idziemy szukac dalej. Tutaj nikt sie nie przejmuje tlokiem. Stoja wszyscy jak sardynki w puszce, z piwkiem czy innym drinem w reku i jest zabawa;)

Tak mniej wiecej bawi sie Ellada:) A karnawal juz za pasem;)

14:06, cu_in_greece
Link Dodaj komentarz »
”Iv.pl” stat4u Pogoda w Atenach Locations of visitors to this page