|
wtorek, 14 grudnia 2010
It's all Greek to me!
To angielskie powiedzenie sugerowac by moglo, ze dla Amerykanow/Anglikow jezyk grecki jest wyjatkowo trudny. I pewnie tak jest... A dla Polakow? Z wlasnego doswiadczenia wiem, ze obcy alfabet moze nieco odstraszac, ale prawda jest taka, ze opanowanie go nie jest niczym skomplikowanym. Wystarczy troche checi:) Jesli chodzi o gramatyke to naprawde nie ma sie czego bac. Szyk zdan jest bardzo podobny do tego w jezyku polskim, a odmiana przez przypadki (w nowogreckim jest ich tylko cztery) tez nie jest niczym nadzwyczajnym. Najwazniejsza jest motywacja! A tej, przynajniej na poczatku, zwykle nie brakuje. Wspomnienie chwil spedzonych w Elladzie, mocniejsze bicie serca... To zwykle wystarczy zeby zachowac zapal... przynajmniej na kilka pierwszych lekcji:) Powrot do polskiej rzeczywistosci czesto oslabia nasze checi i rozleniwia. Nic dziwnego. Nie od dzis wiadomo, ze najlepiej uczyc sie jezyka w kraju, w ktorym sie nim posluguja. A wiec... kursy jezyka greckiego w Grecji!!! Co gdzie i jak? Jesli jestes studentem, mozliwosci sa spore. Duza popularnoscia ciesza sie letnie kursy jezyka nowogreckiego na uniwersytecie w Atenach i Salonikach. Jest to naprawde swietna okazja do zapoznania sie z jezykiem lub podszkolenia swoich umiejetnosci. Ile to kosztuje? Dla studentow organizowane sa stypendia. Pamietam, ze w 2005 roku uniwerek w Salonikach zapewnial uczestnikom 400 euro (4 tygoniowy kurs). Z tego trzeba bylo zaplacic za mieszkanie, ale dano nam mozliwosc skorzystania z akademika lub taniego hotelu wiec nie bylo zle. Zajecia odbywaly sie od poniedzialku do piatku. Rano-lekcje jezyka, popoludniu lekcje o kulturze, tancu, itp... Towarzystwo oczywiscie miedzynarodowe. O ile jakosc zajec zalezala w duzej mierze od nauczyciela jaki sie nam trafil, o tyle kontakt z innymi ludzmi uczacymi sie greckiego, dawal duza szanse polepszenia znajomosci jezyka. Moze popelnialismy bledy, moze mowilismy byle jak, ale mowilismy tylko po grecku!!! Naprawde bardzo dobrze wspominam tamten miesiac spedzony w Salonikach. Podobny kurs organizuje rowniez uniwersytet w Atenach. Trwa on troche dluzej - 6 tygodni, a plusem sa darmowe weekendowe wycieczki. A w Polsce? W Poznaniu i Warszawie - filologia nowogrecka. Ewentualnie lekcje prywatne. No i Erazmus!!!:) W zakladkach podaje linki do greckich uniwerkow oferujacych kursy. Milego dnia!!!:)
niedziela, 12 grudnia 2010
Niedziela dniem prasy
W Grecji Niedziela = gazetka:) Inaczej niz w Polsce, tu wszystkie kioski sa dzis otwarte oferujac swieza prase. Prawda jest taka, ze w sumie tylko tego dnia oplaca sie kupic jakis dziennik. Mamy bowiem do czynienia z czyms w rodzaju "wydania specjalnego". Gazeta jest gruba, z przeroznymi dodatkami typu program tv, film na dvd czy ksiazka. Do tego czesto dolaczane sa magazyny o modzie, wystroju wnetrz czy gastronomii. Bardzo to mile bo czy jest cos fajniejszego niz poranna kawka, swieze buleczki i gazetka? Ok, o buleczkach moge sobie pomarzyc, ale fakt pozostaje faktem. Jest przyjemnie:) Skoro jestesmy przy kioskach... Wystepuja tu one znacznie czesciej niz w Polsce. Prawie na kazdej ulicy. Otwarte sa czesto do bardzo pozna, niektore nawet 24 h na dobe. W takim kiosku oprocz prasy mozna kupic tez napoje (w tym piwo czy "breezer'y"), slodycze. Niby podobnie jak w Polsce... A jednak to zupelnie cos innego. Kioskarz siedzi sobie w malej budce, a towar wystawiony jest naokolo. U nas byloby to nie do pomyslenia. I to nie tylko ze wzgledu na klimat, ale tez na potencjalnych zlodziei. Nie watpie, ze i tu zdarzaja sie kradzieze, ale mam wrazenie, ze mniej osob tu kusi:) Dowodem na to chocby nagminne zostawianie aut z wlaczanym silnikiem i kluczykami w stacyjce. Mieszkam tu juz kilka lat i do dzis nie miesci mi sie w glowie taka lekkomyslnosc. A to typowy grecki kiosk: Milej niedzieli!!! :)
sobota, 11 grudnia 2010
Wlasne M?
Mieszkanie... Kazdy jakies ma. Jeden lepsze, drugi gorsze. W Grecji jedynym sposobem na wlasne "M" jest albo kupno albo wynajem. To pierwsze wiaze sie z wzieciem kredytu, a na ten nie wszystkich stac. Bardzo popularne jest tu wiec wynajmowanie mieszkania. Gazety pelne sa ogloszen z ofertami, do wyboru do koloru. Na zalaczonym zdjeciu widac powszechne tutaj naklejki, ktore umieszcza sie w widocznych miejscach, na przystankach autobusowych, na terenie uniwerkow czy na samych budynkach, w ktorym dany lokal sie znajduje. Ceny sa rozne, w zaleznosci od lokalizacji i standardu mieszkania. Najprosciej opisac to na przykladzie Aten. W stolicy najtaniej jest w centrum. 2-pokojowe mieszkanko (w starej kamienicy), z kuchnia i lazienka mozna wynajac juz za 250-300 euro. Im dalej od centrum tym drozej. W Atenach nie jest bez znaczenia w jakiej dzielnicy mieszkasz. Troche to "rasistowskie", ale taka jest prawda. Dzielnice na polnocy miasta, czy na poludniu, tuz przy morzu uwazane sa za eleganckie i drogie,a mieszkanie w centrum wielu Grekow uwaza za obciach. Pewnie ze wzgledu na mieszkajacych tam imigrantow i duza w zwiazku z tym przestepczosc. Ale nie zawsze tak bylo. Kiedys mieszkanie np. w okolicach kosciola Agios Panteleimonas bylo w bardzo dobrym tonie. Zreszta widac to po niektorych kamienicach. Sama mialam okazje mieszkac w takiej, ktorej klatka schodowa wygladala prawie jak wejscie do teatru. Eh, wspomnienia... A jak mieszkaja Grecy? Oczywiscie o gustach sie nie dyskutuje, ale mozna troche pouogolniac i wymienic "cechy charakterystyczne" przecietnego greckiego mieszkania. Zacznijmy od klatki schodowej. Schody na ogol sa z bialego marmuru co sprawia wrazenie czystsci i swiezosci. To naprawde duza odmiana jesli porownamy to z naszymi szarymi klatkami w blokach. No ale my nie produkujemy marmurow:) Wchodzac do mieszkania zazwyczaj natrafiamy na duzy hol. Rzadko kiedy spotyka sie tu korytarze jak u nas. W ogole wiekszosc mieszkan jakie mialam okazje odwiedzic bylo dosc przestronnych. Balkon to praktycznie standard. Jesli chodzi o wystroj to mam wrazenie, ze Grecy kochaja bibeloty i stare meble (albo takie, ktore wygladaja na stare). No i oczywiscie ikony! To ich slabosc. Bez wzgledu na czestotliwosc odwiedzania kosciola, ikona w domu musi byc;) Czyms duzo rzadziej spotykanym sa za to... kaloryfery. Grecy zwykle dogrzewaja sie klimatyzatorami (tak, zima w Grecji JEST zimno!). Natomiast w kuchni raczej nie uswiadczysz kuchenki gazowej. Gaz jest malo popularny i dostepny tylko w Grecji kontynentalnej. Piekarniki tez roznia sie od naszych. W lokalach do wynajecia jest to zwykle urzadzenie przypominajace troche mikrofalowke. Male i na prad ale piec sie nawet da;) Podsumowujac, ze wzgledu na przyzwyczajenia, ktore trudno zmienic, tesknie za polskim stylem mieszkania, choc nie ukrywam, ze ten grecki tez w sumie mi sie podoba. Chyba po prostu marzy mi sie "ciasne, ale wlasne";)
czwartek, 09 grudnia 2010
Tak sie bawi, tak sie bawi... El-la-da!!!
Zycie nocne w Grecji. Temat rzeka... Kazdy kto choc raz odwiedzil ten kraj mial z pewnoscia okazje sie o tym przekonac. Latem miasteczka turystyczne przezywajace oblezenie turystow tetnia zyciem w dzien i w nocy. Od rana bawic sie mozna w knajpach umiejscowionych na plazach. Drink z palemka, bikini i szalenstwo do wieczora. A po zmroku... Praktycznie kazda "wioska" moze poszczycic sie swoja ulica barowa-pelna pubow, dyskotek i innych rozrywek. Przed kazdym z takich miejsc mlodzi ludzie zachecaja w rozny, mniej lub bardziej wysublimowany, sposob do wejscia do srodka i zamowienia drinka. Zabawa przednia, ale na to co sie pije w takich przybytkach warto uwazac bo czesto sa to tzw. "bomby". Dodaje sie do alkoholu nie wiadomo czego (przynajmniej ja nie wiem), a efekty moga byc rozne. Duzy kac jest chyba najlzejszym z nich. Tak czas spedzaja glownie turysci. A co z Grekami? Kiedys twierdzilam uparcie, ze Grecy sie nie bawia, co spotykalo sie czesto ze sprzeciwem innych milosnikow Grecji. Powiem wiec tak - Grecy bawia sie INACZEJ! Ulubione miejsce na nocna zabawe? BUZUKIA!!! Co to takiego? Wyobrazcie sobie duza sale ze stolikami ustawionymi w dlugie rzedy, barem i scena. Jest godzina... hmm... powiedzmy 2 w nocy. Wczesniej zachaczyliscie juz o jakis bar, a teraz postanowiliscie kontynuowac wieczor ogladajac wystepy "live". Typ muzyki? Tzw. "typowa grecka". Cokolwiek mialoby to znaczyc;) Na miejsce dojechaliscie oczywiscie autem (tak, Grecy niestety prowadza po alkoholu!), ewentualnie taksowka (srodek lokomocji duzo popularniejszy niz u nas). Wchodzicie do srodka, wita was wysoka pieknosc i prowadzi do stolika. Cena stolika z wliczona butelka whisky? Liczcie lekka reka 100 euro. Jesli jest was wiecej nie zbankrutujecie ale i wypijecie mniej;) Ale nie alkohol jest tu najwazniejszy. Pomiedzy stolikami kraza mlode dziewczyny (tzw. luludu)z tackami, na ktorych sa... glowki gozdzikow (kwiatow;)). Po zaplaceniu odpowiedniej kwoty (10 euro?) dostajemy taka tacke, nabieramy w garsc tychze gozdzikow i rzucamy w kierunku sceny. Jest to oznaka sympatii w stosunku do artysty. Znaczy, ze nam sie podoba. Wierzcie lub nie, ale Grecy sa w stanie wydac fortune na to rzucanie kwiatkami. Co do artystow to, jesli nie wystepuje akurat jakas bardziej znana i utalentwana gwiazda (np. Sakis Rouvas, Anna Vissi...) to na ogol mamy do czynienia z pol naga lala, wypchana silikonem i ze slabo doprawiona treska, tudziez z lekko falszujacym lowelasem;) Mimo wszystko buzukia to zdecydowanie cos, co warto zobaczyc. Nocka zarwana (konczy sie to o 6 rano) ale wspomnienia sa;) Dlaczego wiec twierdzilam kiedys, ze Grecy sie nie bawia? Bo o ile na buzukia daja z siebie wszystko, tancza na stolach, spiewaja, itd... o tyle na zwyklych imprezach-dyskotekach glownie podpieraja sciany. Jedno co mi sie u nich podoba to to, ze zatloczony bar to dla nich nie problem. W Polsce (na ogol) widzac, ze nie ma gdzie usiasc rezygnujemy z danej knajpy i idziemy szukac dalej. Tutaj nikt sie nie przejmuje tlokiem. Stoja wszyscy jak sardynki w puszce, z piwkiem czy innym drinem w reku i jest zabawa;) Tak mniej wiecej bawi sie Ellada:) A karnawal juz za pasem;)
wtorek, 07 grudnia 2010
Sex sells! czyli grecka tv
Wszystko zaczyna sie juz od rana. Pasmo poranne w greckiej tv to prawdziwe "oczko w glowie" wszystkich kanalow. Kazdy stara sie byc pierwszy, a ogladalnosc jest codziennie dokladnie analizowana. Gdyby jeszcze te programy przypominaly choc troche nasze "Dzien dobry tvn" albo "Pytanie na sniadanie". Eh, pomarzyc mozna;) Tematyka w greckiej tv to tylko i wylacznie plotki i to takie najnizszego lotu. Co mnie obchodzi, ze jakas ich trzeciorzedna piosenkarka zostala okradziona, albo, ze jakiejs prezenterce zginal pies? A takimi wlasnie "wiadomosciami" karmi sie grecki narod. No i sex... Rozneglizowane panienki przewijaja sie przez prawie kazdy program. Od wczesnych godzin porannych! Latem serwuje sie widzom ujecia z Mykonos, co bysmy zobaczyli jak sie bawi grecka mlodziez. No i jest to niepowtarzalna okazja do pokazania na wizji... tylkow;) Do wyboru do koloru:) Zima jest sezon na miejscowosc Arachova. Tu juz bez tylkow, ale impreza rok w rok ta sama. Mozemy oczywiscie nie ogladac... W takim wypadku pozostaja nam "okienka"... Tzw. "parathira"... Ah, to temat na caly rozdzial. Otoz w Grecji rzadko kiedy wiadomosci trwaja krocej niz godzine. Nie polegaja tez one, tak jak u nas, na zwyklym wymienieniu najwazniejszych faktow z kraju i ze swiata. O nie... tu kazdy problem (dotyczacy Grecji oczywiscie) trzeba zanalizowac. Do studia zapraszani sa goscie, ekran podzielony zostaje na kilka okienek (nawet 6!) i sie zaczyna... Dyskusja w greckim stylu! Wrzaski, klotnie, wygrazanie... Cyrk! Ogladac sie tego nie da. Tzn. przynajmniej ja nie moge;) Kiedys myslalam, ze to polska telewizja ma problem, ze programy do niczego, ze nuda... Nic bardziej mylnego! Nasze wiadomosci sa naprawde na wysokim poziomie, a ramowka bardzo rozbudowana. Przynajmniej w porownaniu do tej "made in GR"... Bez dekodera ani rusz. Dobrze, ze Gwiazdka za pasem:)
poniedziałek, 06 grudnia 2010
Dekemvriana 6/12/2008
Dzis mija druga rocznica smierci Aleksandra- 15 letniego ucznia, ktory w sobote, 6 grudnia 2008 zostal zastrzelony przez policjanta w atenskiej dzielnicy Eksarchia. Wydarzenie to wywolalo zamieszki w calej Grecji. Na ulice wyszli uczniowie, studenci, anarchisci, zwykli ludzie... Niektorzy okazywali swoj sprzeciw w ciszy, zapalajac znicze w miejscu smierci chlopca, inni, zakapturzeni i z chustkami na twarzy, rzucali koktailami molotowa. Celem byly banki, sklepy miedzynarodowych sieci, komisariaty policji. Przez kilka dni, jesli nie tygodni, w centrum unosily sie opary gazu lzawiacego, a ulice pelne byly policji w kaskach i z plastikowymi tarczami. Pamietam, ze moj owczesny pracodawca byl gotowy placic swoim ludziom za taksowki bylebysmy tylko dotarli do pracy. Sytuacja byla wyjatkowo napieta. Osobiscie uwazam, ze to, co poczatkowo mialo wyrazac sprzeciw wobec przemocy i upamietniac 15-letniego ucznia, przerodzilo sie w wielki huliganski wybryk. Podobno chodzilo o bunt mlodziezy. Podobno nie maja przyszlosci, chca zmieniac swiat... Niszczac wszystko dookola? Moze juz jestem za stara, moze "zapomnial wol, ze cieleciem byl" choc nie mam nawet 30 lat... Moze nie jestem w stanie zrozumiec mentalnosci przecietnego greckiego nastolatka. Minely dwa lata. Idac dzis wieczorem do sklepu mineli mnie uczniowie z transparentami. Kilkadziesiat dzieciakow, w spokoju maszerowalo przez centrum miasta. Rozdawali ulotki. Na jednej z nich jest napisane: "Chcemy lepszego swiata! Pomozcie nam. Nie jestesmy terrorystami, "zakapturzonymi", "znanymi-nieznanymi". Jestesmy waszymi dziecmi! (...) P.S. Nie rozpylajcie wiecej gazu lzawiacego. Placzemy i bez tego". Te slowa znalazly sie tez na ulotkach rozdawanych na pogrzebie Aleksandra...
niedziela, 05 grudnia 2010
A imie jego...
... Czterdziesci i cztery! :) Nadawanie imion w Grecji jest mniej wiecej tak samo przewidywalne jak dokonczenie tytulu dzisiejszej notki. Panuje tu mocno zakorzeniony zwyczaj nadawania dzieciom imion po dziadkach. I tak pierwszy syn bedzie nosil imie po ojcu swego ojca, drugi syn po ojcu swej matki. Podobnie z corkami- "odziedzicza" one imiona swych babc. Bardzo trudno znalezc odstepstwo od tej reguly. Nawet w parach mieszanych (zakladajac, ze ojcem jest Grek) dziecko dostaje w spadku przewidziane z gory imie. Mozna by rzec, ze to ladna tradycja, tyle ze skutkiem tego co drugi facet tutaj to Jorgos, Nikos albo inny Vasilis, a kobiety to prawie same Marie, Eleni, itd... Grecy znalezli jednak sposob aby jakos wyroznic sie w tlumie. Jesli nie mieli tego szczescia, ze ich dziadkowie nosili mniej popularne, starogreckie imiona typu Poseidonas, Athinagoras czy Ermis (Hermes) albo Afroditi, Antigoni lub Morfini (!), "przerabiaja" imiona, ktore maja w dowodzie na bardziej miedzynarodowe. I tak z zenskiego imienia Vassiliki nagle powstaje Bessy, a Paraskevi zmienia sie na Evi lub Vivi. Wymieniac moznaby bez konca... Osobiscie uwazam, ze to, jakie imie rodzice wybiora swemu dziecku ma dosc duze znaczenie w jego przyszlym zyciu. Pokazuje tez czesto jakie maja oni oczekiwana wobec swego potomka. Szkoda, ze Grecy w pewien sposob zostali pozbawieni tego milego wyboru. I jeszcze jedna ciekawostka. Poniewaz chrzest w Kosciele Prawoslawnym odbywa sie poprzez zanurzenie calego dziecka w chrzcielnicy, uroczystosc ta odbywa sie dopiero gdy dziecko jest juz dosc duze (ma okolo roku, na pewno wiecej niz u nas). W zwiazku z tym, do tego czasu mowi sie na dziecko nie po imieniu, ale Beba lub Bebis! Nawet akt urodzenia wystawiany jest najpierw tylko z nazwiskiem, a w miejscu imienia wpisuje sie suche "ab". Dopiero po chrzcie wyrabia sie nowy akt, z pelnymi danymi. Nie udalo mi sie dowiedziec co robia w sytuacji gdy rodzina to ateisci. Widac nie ma w tym kraju takiej opcji...
piątek, 03 grudnia 2010
Kawa czy herbata?
Pytajac o narodowy napoj Polakow wiele osob wymienilo by pewnie wodke lub jakis inny napoj alkoholowy. Ja uwazam, ze jest nim herbata. Pijemy ja do sniadania, podwieczorku, kolacji... Konsumpcja rowna Japonii!!!;) Trudno to zrozumiec Grekom, ktorzy slyszac, ze masz ochote na herbate najprawdopodobniej pomysla, ze boli cie brzuch:) Tu herbate pije sie naprawde rzadko. No coz, inny klimat, inne potrzeby. W Grecji pije sie kawe! Chodzenie na kawe to glowne zajecie wiekszosci Grekow. Kryzys kryzysem, ale kawiarnie pekaja w szwach, zwlaszcza nowo otwarte. Przecietny Grek lubi sie pokazac;) I tak mamy tu do wyboru kawe po grecku (u nas znana jako "po turecku"), frappe, fredo, nes, capuccino, espresso i wiele innych... Zamawiajac jedna z nich zaznaczamy czy chcemy, zeby bylo slodko (glyko), srednio slodko (metrio) lub gorzko (skieto). Z mlekiem lub bez. Do kawki zawsze podawana jest szklanka wody. Mily zwyczaj, szkoda, ze niepraktykowany w Polsce. No ale u nas nie pija sie wody z kranu;) Picie kawy celebrowane jest tu godzinami. Pomyslcie, ile czasu przecietnie zajmuje wam wypicie tego napoju w knajpce? Hmm, pomnozcie to razy 5;) Tutaj kawe pije sie wolno!!! Bardzo wolno! Na stolikach panuje uroczy nielad (mnostwo szklanek, telefony, papierosy, zapalniczki...), kelnerzy nie przybiegaja kiedy tylko zauwaza, ze siedzisz przy pustej szklance i nie zabieraja Ci sprzed nosa naczyn (co niestety zdaza sie w Polsce). Jednym slowem luz blues;) Warto zaznaczyc, ze na ta ich "kawe" chodza rowniez mezczyzni. Niby nic dziwnego, ale przyznajcie, ile razy widzieliscie towarzystwo wylacznie meskie, delektujace sie czyms innym niz alkoholem? Tutaj grupka facetow, pijacych frappe w godzinach przedpoludniowych to norma. No wiec, jak? Kawa czy herbata?;)
czwartek, 02 grudnia 2010
W grudniu, popoludniu, a wlasciwie wieczorem...
Co by nadac zycia temu blogowi, trzasne sobie jeszcze jedna notke, a co;) Swieta za pasem, w Polsce podobno zima na calego a tu... Australia drodzy panstwo! 23'C i o prawdziwej swiatecznej atmosferze mozna tylko pomarzyc. Ale nie ma co narzekac. Przejezdzalam dzis obok plazy, naliczylam kilkanascie glow w morzu! No, no... Dobrze, ze chociaz lampki na drzewach i latarniach pozawieszane, gdzie niegdzie jakies "jingle bells" i szafa gra:) A, bylabym zapomniala! Nie napisalam gdzie dokladnie mieszkam. No coz, wywnetrzniac sie za bardzo nie zamierzam, ale zdradze, ze to wyspa. Mialam tez przyjemnosc (?) pomieszkac w Atenach wiec wiem z czym TO sie je:) Zycie w stolicy Grecji, a zycie na tzw. "peryferiach" to dwie rozne bajki. Przecietny turysta na ogol najpierw ma okazje poznac mniejsze miejscowosci, tzw. "banki turystyczne". Standardowo- hotelik, basenik, plaza, morze, typowe greckie widoczki, itp... Moze czasem zahaczy o Akropol w Atenach... Takie miasteczka (czasem to nawet miasta, jesli mowimy o stolicach wysp) zyja prawie wylacznie z turystyki i z koncem sezonu usypiaja... Smutny to widok. Zabite deskami okna, wyludnione ulice... Zycie oczywiscie toczy sie tam dalej, ale juz w inych knajpach, w innych dzielnicach i w innym rytmie:) Ateny, jak na stolice przystalo, to "the city that never sleeps". Rozrywek tu nie brakuje, jest dosc "europejsko" ale niestety... decyzje tutejszego rzadu (a moze ich brak) spowodowaly, ze miasto zalala fala nielegalnych imigrantow. Przykro patrzec na tlumy (wcale nie przesadzam) uciekinierow z Afryki, Bliskiego Wschodu, itp siedzace na placach i skwerach w centrum, wloczacych sie po Omonii, handlujacych czym sie da... Grecja nie jest niestety panstwem opiekunczym i przyjezdzajac tu nie warto liczyc na zbyt wiele. W centrum Aten biede widac prawie na kazdym kroku. Co innego w bogatych dzielnicach miasta... Ale to temat na osobna notke... Zycze wszystkim milego wieczoru... Bye:) Proba mikrofonu...
Myslalam o pisaniu bloga juz od dawna. Jesli nie liczyc forum, malo jest jeszcze w necie zapiskow Polakow, ktorzy, tak jak ja postanowili kontynuowac swoje zycie w Grecji. A przeciez co roku, zwlaszcza po okresie wakacyjnym, przynajmniej kilka tysiecy osob obiecuje sobie tu wrocic, kilkaset zaczyna nauke jezyka, a kilkadziesiat podejmuje decyzje o przeprowadzce do "krainy bogow". Jak tu jest? Trudno zwiezle odpowiedziec na to pytanie. Raz slodko, raz gorzko, raz wspaniale, raz do dupy. Jak w zyciu...
|
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Czytam bo lubie
Egzamin "Ellinomathia"
Gdzie sie zatrzymac?
Jezyk grecki w Grecji
Ogloszenia
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||